‚Prosta metoda Jak skutecznie pozbyć się zbędnych kilogramów’ – Carr Allen

*Poniższe refleksje są moją własną interpretacją

Będąc pod wrażeniem poniższej książki o rzucaniu palenia, postanowiłam przeczytać ‘Prostą metodę jak skutecznie pozbyć się zbędnych kilogramów’ tego samego autora – Allena Carra. Wprawdzie nie mam nadwagi, ale staram się zdrowo odżywiać, więc chciałam wiedzieć co światowej sławy pisarz ma do powiedzenia w tej kwestii.

Niestety, moje odczucia są zupełnie inne niż wcześniej. Allen Carr pisze, że powinniśmy się odchudzać do momentu, kiedy stajemy przed lustrem nago i się sobie podobamy. Chyba nie zdaje sobie sprawy z tego, że ta książka może wpaść w ręce potencjalnych anorektyczek, bulimiczek czy innych osób z zaburzeniami łaknienia. Ludzie borykający się z tymi zaburzeniami mogą mieć skrajnie niską wagę i nadal sądzić, że są za grube.

Autor radzi również, by jeść tylko wtedy, gdy jest się bardzo głodnym. Przeciętna anorektyczka powie, że nie odczuwa głodu, więc jeść nie będzie, kto inny będzie to robił co pół godziny. Nie zgadzam się również z tym:

  • sport nie jest potrzebny przy odchudzaniu (trzeba przecież zachować jędrność skóry),
  • można jeść tyle owoców ile się chce i się nie przytyje (sam banan ma 120 kcal, a winogrona np. zawierają bardzo dużo cukru),
  • wystarczy, że na śniadanie będzie się jeść owoce, a reszta się jakoś ułoży (co z tego? skoro np. później zje się 3 pizze i ileś kilogramów słodyczy?),
  • nie trzeba zwracać uwagi na zawartość kaloryczną jedzenia i jeść co się lubi w nie określonych ilościach (bzdura totalna!).

Cóż, moja opinia na temat tej książki nie jest chwalebna.

 

18 uwag do wpisu “‚Prosta metoda Jak skutecznie pozbyć się zbędnych kilogramów’ – Carr Allen

  1. Iga

    Witam,

    pozwoli Pani że nie zgodzę się z Pani opinią na temat tej książki. To o czym Pani napisała to słowa wyrwane z kontekstu i tak naprawdę przynajmniej ja tak to zrozumiałam CHODZI O ŚWIADOMOŚĆ TEGO CO JEMY I PO CO JEMY. Jeśli chodzi o stawanie przed lustrem to również zrozumiałam to nieco inaczej a mianowicie żeby nie trzymać się kurczowo wagi, każdy z nas ma inna budowę i nie należy się sugerować tym co pokazuje waga bo można być sprawnym fizycznie zdrowym człowiek ważąc 80 kg przy wzroście 170 i mieć piękne, umięśnione ciało. Jemy dużo żywności przetworzonej i mało produktów naturalnych. Książka ta otworzyła mi oczy i zanim kupie coś w sklepie a potem włożę do ust długo się zastanawiam. Myślę że każdy z nas jest inni i powinien sprawdzić na sobie, czy lepiej się czuja jedząc więcej warzyw, owoców, orzechów itd czy np. lepiej się czuje kupując chleb za 1,50 w markecie, gotową mrożoną pizze czy do popitki gazowany napój 🙂 A i jeszcze jedna rzecz książkę warto czytać mając OTWARTY UMYSŁ ! Bardzo polecam wszystkim bo warto przeczytać ta książkę 🙂

    Lubię to

  2. Iga

    A zapomniałam co do sportu o którym tu Pani wspomniała autor również ZAZNACZYĆ IŻ NIE JEST PRZECIWNY UPRAWIANIU SPORTU ale chodzi o to, ze ten sport który uprawiamy powinien SPRAWIAĆ NAM PRZYJEMNOŚĆ i fajne jeśli będziemy robili to, co lubimy. Jedni chodzą na siłownię chociaż tego nie lubią a drudzy jeżdżą na rowerze, grają w tenisa i KOCHAJĄ TO ! I nie grozi im obwisłe ciało :). Zrozumiałam to zupełnie inaczej. Właśnie tak, szukajmy tego co dla nas dobre, tego co nam odpowiada i tego co nam służy. To że ktoś biega to nie znaczy że i my musimy biegać żeby zgubić wagę, MOŻNA WYBRAĆ TAKI RODZAJ AKTYWNOŚCI KTÓRY POKOCHAMY I KTÓRY STANIE SIĘ CZĘŚCIĄ NASZEGO ŻYCIA A NIE PRZYMUSEM.

    Lubię to

  3. anna

    zgadzam sie z pania Iga. autor zaznacza, ze jesli wydaje ci sie ze jestes za gruba, a wszyscy mowia, ze wygladasz szczuplo, zasiegnij porady specjalisty. pizze i kilo slodyczy? przez cala ksiazke pisze, by uwazac na to, co sie je, ale nie nastawiac sie do tego jakby byl to koniec swiata, bo i na grzeszki bedzie w tym programie miejsce. sportu samego w sobie w zadnym miejscu nie neguje! pisze, ze jesli zamierzasz tylko uprawiac sport, aby schudnac, wtedy moze ci to nie wyjsc. zacheca natomiast do sportu dla przyjemnosci i lepszej formy, co dla niektorych moze tez oznaczac jedrniejsze cialo 🙂 i mysle ze obzarciuchy sa w stanie odroznic uczucie fizycznego glodu i burczenia w brzuchu od ochoty na przekaszenie czegos. a anoreksja jest choroba, ktorej ksiazka sie nie wyleczy, wiec nie jest ona dla anorektyczek dedykowana.

    Lubię to

  4. INŻ

    Allen Carr niewątpliwie odmienił moje życie, wyzwalając mnie z nałogu tytoniowego. W związku z tym przed zapoznaniem się z metoda EASYWAIGH [nie EASYWAY] obdarzyłem autora i jego publikację wielkim kredytem zaufania. Do lektury podszedłem z dużym entuzjazmem, odrobiną podświadomych obaw, które starałem się od siebie odsunąć oraz z wielką wiarą w moc Allen’a Carr’a.

    W kwestii problemu otyłości, jak większość osób z nadwagą, przeżywałem wzloty i upadki. Stosowałem diety, które były dla mnie jak kula u nogi, odbierające radość z życia i wpędzające w apatię, jednak pomagające zrzucić mi nawet kilkadziesiąt kilogramów. Potem gdy kończyłem restrykcyjne pilnowanie się jadłospisu z czasem wracałem do wagi wyjściowej lub nawet wyższej co wpędzało mnie wręcz w depresję. Innym razem po miesiącach zbierania się w sobie i szukania odpowiedniego momentu zapisywałem się na siłownię łudząc się, że to pomoże mi uzyskać akceptowalną figurę. Każda sesja treningowa powodowała we mnie narastające rozżalenie, a znikąd nie nadchodziła poprawa humoru i nastroju mitycznymi endorfinami produkowanymi podczas wysiłku. Każdy trening powodował brak sił na późniejszą realizację obowiązków codziennych. W końcu przestawałem odwiedzać sale treningowe, a świadomość kolejnej porażki wpędzała w kolejny dół psychiczny. Wszystkie te kryzysy pogłębiały kompulsywność w mojej diecie co powodowało kolejny wzrost wagi i dalsze pogorszenie samooceny.

    Najgorsze jest to, że mam świadomość relatywnej błahości problemów nadwagi, jednak gdy problem ten dotyczy mnie to nie jestem w stanie spojrzeć na niego z dystansu, objąć całościowo, zrozumieć i rozwiązać. To wszystko mnie przytłacza i sprawia że nie mogę znaleźć wyjścia z tego labiryntu. Podobnym labiryntem kiedyś było dla mnie palenie papierosów, a próby jego przezwyciężenia istna męczarnią. Wtedy sięgnąłem do polecanej mi książki, książki, w której Allen Carr nie próbował wytłumaczyć jak rzucać palenie, a mi dał do zrozumienia, że moja chorobliwa potrzeba zapalenia kolejnego papierosa po prostu nie istnieje, a labirynt, w którym myślałem ze się znajduję, jest tylko iluzją.

    Pokonanie nałogu z metoda EASYWAY pozwoliła mi zrozumieć, że uwolnienie się z nadwagi dzięki sile woli nie przyniesie pożądanych skutków. Mógłbym zmusić się do kolejnej diety i regularnych wizyt na siłowni. Jednak przy każdym posiłku miałbym świadomość swojego poświęcenia i wielkiej straty jaką ponoszę rezygnując z ulubionego posiłku, a każdy trening traktowałbym jako kolejny dzień w znienawidzonej pracy. Silna wola pozwoliłaby mi trwać w tym stanie prawdopodobnie kilka miesięcy do momentu gdy w moim życiu wydarzyłoby się coś ważnego co wymagało by ode mnie większego zaangażowania. Jednak tak jak długotrwała praca w znienawidzonej firmie powoduje zgorzknienie człowieka tak i przymuszanie się do wysiłku i wyrzeczeń sprawiłoby, że mój charakter stawałby się uciążliwy dla bliskich z mojego otoczenia.

    Tym co deprymowało mnie najbardziej podczas wizyt na siłowni był widok innych ćwiczących osób, wysportowanych kobiet i mężczyzn. Problemem nie była, jak mogłoby się wydawać zazdrość o wymarzoną sylwetkę, a fakt, że na ich twarzach malowała się radość i satysfakcja. Wiedziałem, że uczęszczają na siłownię bo sprawia im to przyjemność, a ich zgrabna sylwetka jest tyko „efektem ubocznym”. Gdyby uczęszczali ona siłownie tylko po to aby budować swoja muskulaturę, a nie czerpali z tego radości to ich miny przypominałby raczej moją przygnębioną niż ich uśmiechnięte. Denerwowało mnie, że to do czego ja się muszę przymuszać przy użyciu silnej woli dla innych jest przyjemną formą spędzenia wolnego czasu. Pamiętam, ze jako nastolatek potrafiłem spędzić pół dnia na rowerze lub boisku do koszykówki i wtedy wysiłek fizyczny wcale nie był dla mnie przykrym obowiązkiem. Podobne obserwacje mogłem poczynić na stołówce gdzie niektóre osoby zamawiając zamiast makaronu w serze, zestaw surówek zdawały się zdradzać, iż ich wybór podyktowany był upodobaniem do tego dania, a nie koniecznością wyboru zdrowszej alternatywy. Te obserwacje utwierdziły mnie w przekonaniu, że kluczem do rozwiązania mojego problemu nie jest hartowanie siły mojej woli, a próba zmiany postrzegania przeze mnie kwestii diety i aktywności. Allen Carr udowodnił mi, że taka zmiana w umyśle jest jak najbardziej możliwa dlatego nabyłem książkę: „Prosta metoda jak skutecznie pozbyć się zbędnych kilogramów”.

    Allen Carr niewątpliwie odmienił moje życie, wyzwalając mnie z nałogu tytoniowego. W związku z tym przed zapoznaniem się z metoda EASYWAIGH [nie EASYWAY] obdarzyłem autora i jego publikację wielkim kredytem zaufania. Do lektury podszedłem z dużym entuzjazmem, odrobiną podświadomych obaw, które starałem się od siebie odsunąć oraz z wielką wiarą w moc Allen’a Carr’a. Entuzjazm wynikał właśnie z tej wiary w moc autora, moc którą już raz mnie odmienił, natomiast obawy powodował strach o ewentualne niepowodzenie kolejnej próby pozbycia się problemu otyłości. Druga publikację o „prostej metodzie”, podobnie jak i pierwszą, przeczytałem za jednym podejściem. W przypadku rzucenia palenia po zamknięciu książki wiedziałem, ze jestem już wolny od nałogu, pod dzisiejszej lekturze niestety mam mieszane uczucia…

    Podczas zapoznawania się z książką pomocną w rzuceniu palenia w głowie toczyłem polemikę z autorem. Sposób w jaki przemawiał on do czytelnika na stronach książki był niezbyt literacki i odnosiło się wrażenia, że autor próbuje manipulować czytelnikiem. W książce znajdowało się wiele powtórzeń, a niektóre argumentu zdawały się być na poziomie debaty z czterolatkiem i nie wszystkie do mnie trafiały, tak jak ten koronny: o praniu mózgu. Co więcej, odnosiło się wrażenie, ze ta książka sama w sobie jest próba poddania czytelnika praniu mózgu. Jednak było to pranie mózgu w słusznym celu dlatego, też entuzjastycznie brnąłem dalej w kolejne karty książki. Allen Carr zakodował w głowie czytelnika, że problemem w pozbyciu się nałogu jest irracjonalny strach, właśnie, przed życiem bez tego nałogu. Sadziłem, że dzisiejsza lektura podobnie zdemaskuje moje podświadome obawy przed zdrowym trybem życia i mechanizmy ich powstawania w mojej głowie.

    Tak jak lektura EASYWAY napełniała mnie jakimś dziwnym rodzajem ekscytacji, tak lektura EASYWEIGH niejednokrotnie doprowadziła niemal do wyrzucenia książki przez okno. Przez kilkanaście stron autor potęgował we mnie uczycie, że właśnie tracę czas czytając tę książkę żeby potem w kilku zdaniach rozładować moja złość i dać wrażenie, ze jednak „coś z tego będzie”, i tak na przemian, niemal do końca książki. Gdy podczas lektury o paleniu, autor w pewnym momencie, niemal jak prorok, oznajmia, że: właśnie w twoim życiu dokonała się przemiana zdajesz sobie sprawę, że tak jest naprawdę, a wszystkie wcześniejsze rozdziały książki budowały w tobie tę przemianę. Podobny zabieg zastosowano w książce o zrzucaniu zbędnych kilogramów, gdy do niego dotarłem parsknąłem śmiechem i zrozumiałem, ze tym razem Allen Carr nie użył swojej magii.

    W dużym skrócie można powiedzieć, że w swojej książce Allan Carr stara się nam uświadomić, iż wszystkie problemy człowieka (jako organizmu) wynikają z nieodpowiedniej diety. Dieta świata cywilizowanego znacznie odbiega od tej, którą wg. autora przewidział nam stwórca. A te właściwe pożywienie, które uchroni nas nie tylko od nadwagi ale i od wszelkich chorób jest tym którym raczyli się ludzie zanim jeszcze zeszli z drzewa. To właśnie argumentowaniu słuszności tej tezy autor poświęcił większą część książki, chociaż wspomina w niej również trochę o kwestii przejadania się, bezzasadności diet i ćwiczeń odchudzających i celach jakie sobie stawiamy.

    W chwili obecnej nie wyobrażam sobie abym miał przejść na weganizm jednak autor wcale tego od nas nie wymaga. Co jakiś czas w książce pojawia się zapewnienie, że trzymając się zasad EASYWAIGH ciągle będziemy mogli jeść to co chcemy i w odpowiadających nam ilościach i będziemy chudnąć. To chyba ta deklaracja: braku jakiegokolwiek przymusu, sprawiła, że w trakcie lektury, pomimo sprzecznych odczuć, byłem pozytywnie nastawiony do metody Allan’a Carr’a i jestem pozytywnie nastawiony nadal. Chociaż nigdzie w książce nie byliśmy namawiani do weganizmu, co więcej sam autor się od niego odżegnywał, to odnosi się wrażenie, ze stosowanie się do prostych zasad EASYWAIGH pozwoli nam z czasem podświadomie zrozumieć, że taki rodzaj diety jest tym, który sprawia nam najwięcej radości.

    Allan Carr unika stawiania jasno sformułowanych wskazówek, a raczej próbuje zmieniać sposób naszego myślenia. Jednak w książce o odchudzaniu, (a raczej zdrowym trybie życia) wyrażenie ich jest konieczne. Tak więc tymi, które jak mi się wydaje, najważniejszymi są:
    -ograniczać spożycie mięsa i nabiału oraz żywności przetworzonej do co najmniej 30% spożywanych w ciągu dnia pokarmów,
    -na śniadanie starać się jeść tylko owoce,
    -nie łączyć węglowodanów z roślin skrobiowych z proteinami,
    -starać się wybierać w diecie warzywa, owoce, zboża oraz orzechy,
    -spożywać dziennie tylko jeden posiłek wieloskładnikowy,
    -owoce jeść tylko na pusty żołądek,
    -jeść tylko gdy jest się głodnym.
    Chociaż mam wrażenie, że autor poświęcił tym regułom stosunkowo mało uwagi nie rozwijając ich w taki sposób, który ułatwiłby mi wprowadzenie ich w życie.

    Największą cześć książki stanowi indoktrynacja światopoglądowa, w której autor uświadamia nas że zamiłowanie do mięsa, nabiału i produktów przetworzonych jest jedynie efektem prania mózgu, któremu ludzkość poddaje się sama. Do tej książki „przeszczepiono” jako koronny jedyny argument z metody EASYWAY (pranie mózgu), który akurat wydawał mi się zawsze średnio trafiony. Przez prawie całą książkę autor stara się nas przekonać do słuszności swoich stwierdzeń. Wydaje mi się, że niepotrzebnie bo każdy czytelnik przytaknie autorowi, że jabłko jest zdrowsze od steka wołowego, a szklanka wody od butelki pepsi. Co do nabiału pewnie nie wszyscy tak łatwo by go skreślili od razu ale przecież Allen Carr tego od nas nie wymaga, co najwyżej to do jego racjonalnego spożycia, w końcu sam przyznaje się, że nie wyeliminował całkowicie ze swojej diety mięsa i produktów mlecznych.

    Z lekturą tej książki wiązałem między innymi nadzieję, że autor pomoże mi zrozumieć, że tak naprawdę pizza z salami, pierogi ruskie ze śmietaną czy choćby zupa grochowa nie są aż tak wyśmienite jak mi się to do tej pory wydaje. Jednak w tym temacie zostało jedynie podane jako pewnik, że smaczne są tylko warzywa i owoce, a walory smakowe innych potraw są tylko iluzją. Papierosy smakują naprawdę ohydnie i do przekonania mnie o tym Allen Carr poświęcił wiele stron, natomiast odnośnie artykułów spożywczych, posiadających bezsprzeczne walory smakowe, zostajemy jedynie poinformowani aby nie wierzyć własnym kubkom smakowym, a z czasem wszystkie delicje nam po prostu obrzydną.

    Podobnie, po macoszemu, autor potraktował kwestię głodu. Tak, opisał on przyczyny jego powstawania i wychwalał zbawienne aspekty jego istnienia. Jednak na pytanie kiedy jeść odpowiada, że właśnie wtedy gdy czujemy głód, a gdy kończymy go odczuwać powinniśmy zakończyć posiłek(niby logiczne, w końcu robię tak cale życie…), nie rozwijając zbytnio tematu. W sumie to już w tym momencie lektury nie łudziłem się, że Allan Carr pomoże mi zrozumieć odczucia mojego organizmu i zapanować nad nimi lub zacząć je inaczej interpretować. Jeżeli ktoś czyta ten wywód to pewnie zastanawia się co zemnie za idiota i jakich niestworzonych efektów oczekiwałem po lekturze zwykłej książki, jakiejś hipnozy czy potężnej autosugestii, która mogłaby zrobić ze mnie innego człowieka. Jeśli ktoś postawiłby takie pytania to musiałbym odpowiedzieć, ze właśnie takich efektów oczekiwałem od tej książki ale miałem ku temu powody gdyż jak już pisałem wcześniej w kwestii nałogu tytoniowego Allan Carr zafundował mi taką terapię.

    Cały ten przydługi wywód może mieć wydźwięk dość krytyczny jako opinia na temat książki o metodzie EASYWEIGH, jednak tak nie jest. Po mimo niespełnienia moich wygórowanych oczekiwać w stosunku do książki Allen’a Carr’a chciałbym podjąć jego wyzwanie i zmienić swój tryb życia na zdrowy wraz z jego pomocą. Jednak lektura książki pozostawiła we mnie wiele pytań natury technicznej wynikających z licznych niedomowień autora. Tak naprawdę to ta cała grafomańska pisanina pierwotnie miała być jedynie zbiorem kilku pytań, które planowałem zamieścić na forum internetowym licząc, ze ktoś kto podążający droga EASYWEIGH rozwieje kilka moich wątpliwości. Ponieważ nie jestem humanistą pozostawię ten tekst urwany, bez wyraźnego zakończenia i postaram się sformułować kilka pytań na które ktoś kiedyś mi może odpowie…

    PYTANIA:

    Owoce na śniadanie! Ok, to nie wymaga większego tłumaczenia ale co dalej. Niby autor mówi nam abyśmy w dalszej części dnia jedli tak jak robiliśmy to do tej pory ale czy aby na pewno w końcu dostaliśmy cały szereg wskazówek jakimi mamy się kierować. A może to tylko zalecenie na początek drogi z EASYWEIGH i kiedy już oswoimy się z owocami mamy poczuć jakąś podświadoma chęć stosowania dalszych wskazówek.

    Jak mają wyglądać kolejne posiłki w trakcie dnia? Wspomina się o posiłkach składających się z jednego składnika. Czy to znaczy, że na drugie śniadanie czy kolację mam zjeść ogórka lub marchew czy jednak mogę zjeść jedno danie w postaci np.; jajecznicy na boczku , bo przecież w dalszej części dnia mogę jeść na co mam ochotę?

    Jeden posiłek złożony dziennie. Mam go interpretować jako kilka warzyw w sałatce czy jako trzydaniowy zwykły obiad (sytuacja jak w pytaniu wcześniejszym).

    Nie jedzenie owoców z pełnym żołądkiem oznacza, ze jeśli po śniadaniu zjem coś innego niż owoc to już do końca dnia powinienem unikać owoców?

    Unikanie żywności przetworzonej, pieczywo jest z pewnością pokarmem przetworzonym jednak w książce autor często wspomina, że lubi zjeść jakiegoś sandwicha. Czy należy więc unikać pieczywa czy raczej znajduje się ono w grupie potraw zalecanych (jako pochodna zbóż) i jak sprawa ma się w makaronami?

    Kwestia orzechów, autor wymienia je jako ten pożądany rodzaj pokarmu, co w sumie mnie cieszy bo zjedzenie puszki orzeszków na pewno sprawi mi przyjemność tym bardziej jeśli ma to być zdrowe. Jednak w dalszej części książki pisze o pułapce orzeszkowej i ze należy ich unikać bo powodują one uczucie sytości i taka przekąska jest niedopuszczalna. Więc czy unikać orzeszków jedynie jako przekąski przed posiłkiem czy też nie mogą one stanowić samodzielnego posiłku jednoskładnikowego.

    Przestać jeść kiedy nie odczuwa się już głodu. Dotarcie jedzeniu do żołądka zajmuje dłuższą chwilę, normalnie zaspokojenie głodu odczuwam jakiś czas po skończeniu jedzenia. Jak interpretować tę regułę.

    Herbata i kawa to zło i tylko wydaje się nam, że nam smakują poprzez narkotyczny, kofeinowy haj. Uwielbiam napar z miodokrzewu, mięty czy rumianku, one nie posiadają kofeiny ale przecież goryle tez ich nie pijają czy faktycznie musze się aż tak wystrzegać tych napoi?

    Podczas lektury książki nasuwało mi się jeszcze wiele różnych pytań jednak ich nie spisałem. Czy w cyberprzestrzeni funkcjonuje ktoś kto poddał się metodzie Allan’a Carr’a i mógłby opisać swoje wrażenia.

    INŻ.

    Lubię to

    1. konieczko

      Dyskusja jak z czterolatkiem, bo jak wiemy maluchy kiedy tylko czują smród peta to uciekają gdzie pieprz rośnie, więc na swój nieświadomy (a może świadomy?) sposób są mądrzejsze on najbogatszych i najmądrzejszych tego świata..

      Co do Carra.. czytałem zarówno książkę dot. palenia jak i picia. Nie pale od lat około 3-ech z jedną, trzy tygodniową przerwą kiedy to bo dość traumatycznym rozstaniu z partnerką (cały związek był równocześnie bardzo piękny i bardzo traumatyczny) oddałem się próbie utopienia smutku w butelce i w trakcie przebywania na dnie gdzieś po tego peta sięgnąłem. Po dojściu do siebie, książkę przeczytałem raz jeszcze, dużo uważniej w spokoju na wsi u kuzynki.. po okresie około roku doszedłem do wniosku że warto było by się zapoznać z tym co Carr ma do powiedzenia w materii alkoholu. I był to kolejny strzał w dziesiątkę. Alkoholu nie dotykam od pół roku i dodam że obecnie przebywam na wymianie studenckiej za granicą w Hiszpanii gdzie wino, fjesta i sjesta są na porządku dziennym. Jestem uprzejmie zaskoczony jak miło spędza mi się tu czas nie pijąc alkoholu (a wiem z doświadczenia że mogło to wyglądać inaczej). Po co ten wstęp? Po to aby pokazać jak wszystko jest ze sobą powiązane i że przyczyn zawsze jest więcej niż jedna.. w momencie którym czułem się zdołowany i złamany sięgnąłem po alkohol co spowodowało że wyłączyłem rozsądek, wszelkie radary i systemy wczesnego ostrzegania przed zagrożeniami. Otumaniony po raz kolejny zapaliłem.

      Wydaję mi się ze autor stara zastosować mechanizm który działa w przypadku uzależnień również w kwestii żywienia. Chodzi tu u czystą logikę i racjonalizm. Pewne rzeczy nam po prostu szkodzą, a niestety w dzisiejszym natłoku informacji znalezienie odpowiedzi wymaga czasu i niejednokrotnie kończy się niepowodzeniem.

      Obecnie czekam na książkę:

      http://avalon.pl/poradnik-zywieniowy-czlowieka-w-xxi-wieku-p987367.html

      Która mam nadzieje która pozwoli przyswoić mi wiedzę dot. odżywiania się.

      Allen Carr znalazł sposób jak pomóc ludziom uwolnić się z systemu (Polecam obejrzenie Matrixa raz jeszcze..;) i żyć świadomie.. niestety nie można mieć wszystkiego i posiadać rozległą wiedzę na każdy temat. Trzeba szukać aż się znajdzie odpowiedzi..

      A co do Autorki tego posta… Na przyszłość życzę więcej rzetelności i zapału, zwłaszcza kiedy recenzuje Pani prace człowieka który za darmo zmienił życie milionów ludzi;p A jak czegoś Pani nie rozumie, to najpierw proszę spróbować poszukać a dopiero później brutalnie krytykować;p

      pozdrawiam

      Lubię to

      1. Zgodzę się z tym,że Carr stara się wpoić racjonalne myślenie. Wiem jednak doskonale, że jest ono zamglone w tym temacie u osób z ID. Z tegoż właśnie pojawił się mój niepokój.
        Czy to, że mam inną interpretację niż inne osoby oznacza, że brakuje mi rzetelności i zapału. Ja mam inne doświadczenia, toteż inaczej będę interpretowaćto, co czytam i co poznaję.

        Lubię to

  5. trochę inaczej odebrałem podejście autora na temat pozybcia się zbędnych kilogramów i gdy sam zacząłem stosować jego metodę po paru tygodniach dotarło do mnie wyraźniej co miał na myśli pisząc o stawaniu nago przed lustrem, to staje się naturalne gdy zaczynamy się zbliżać do odpowiedniej dla nas wagi, mimo wszystko rozumiem Twoje obawy, choć generalnie ich nie podzielam 🙂

    Lubię to

  6. SAHARA

    Allen Carr nie pali więc wierzę w jego metodę. Niestety nie wierzę w jego metodę odchudzania bo sam jest otyły. Cały sekret i rozumiem wasze wątpliwości.

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s