Jak przebiegłam półmaraton: jak pokonałam kryzys w bieganiu?

Moi Drodzy,

mam zaszczyt ogłosić, że wczoraj przebiegłam swój pierwszy w życiu 3. Nocny Wrocław Półmaraton – czyli dokładnie 21 km i 97,5 m! 🙂 Jestem z siebie szalenie dumna!

Pokonywałam już wielokrotnie taki dystans, jednak przyznam, że uczestnictwo w biegu zorganizowanym to całkowicie inna bajka! Pełna emocji, jeszcze niedowierzania i fascynacji, chciałam podzielić się z Wami wrażeniami!

Bieg rozpoczęło 7202, ukończyło 6949. Dzikie tłumy, pozytywna atmosfera i mój udzielający się stres z powodu pierwszego razu. Nie chcecie wiedzieć jak reagowało na stres moje ciało w ostatnim tygodniu!

Przybyłam na stadion. Zrobiłam z innymi wspólną rozgrzewkę, ruszyłam. Najważniejsze są pierwsze dwa kilometry. Nie można dać porwać się całkowicie tłumowi, bo potem się umiera. Wbrew moim odczuciom, okazało się, że jednak za szybkie mam tempo, spowolniłam kierując się wiedzą. Po kilku kilometrach ludzie w mojej grupie biegowej zaczęli się przerzedzać i odpadać. W pewnym momencie zostałam całkowicie sama na trasie! Demotywująco wpływało na mnie oglądanie tych, co już się poddali, sama rozważałam czy nie odpuścić, przyznam – było mi ciężko. Nieustannie prowadziłam ze sobą monolog wewnętrzny. Ja nie mogłam się poddać, to był mój bieg!

Po około 1/3 biegu dostałam kryzys, utrzymywał się naprawdę długo, ale na szczęście wprowadziłam się jak zawsze w trans. Od 15 kilometra powtarzałam sobie: jeszcze tylko mały trening, jeszcze mało zostało i… udało się! Stanęłam na mecie po 2 godzinach i 42 minutach. I choć mogłoby się wydawać, że żaden to sukces ukończyć półmaraton w tak wolnym tempie, to przyznam, że dla samej siebie jestem mistrzem świata!

Tak naprawdę nie chodziło o organizm. Wiedziałam, że jestem dobrze przygotowana, mięśnie na nogach mam jak ze stali. Urozmaicałam treningi, odżywiałam się dobrze, zrezygnowałam z alkoholu. Ciało jednak, w moim odczuciu odegrało rolę zaledwie 15%. Reszta to była już tylko psychika.

Potężnie bałam się asfaltu, szalenie obawiałam się bólu kolan i piszczeli,zwłaszcza po dawnej kontuzji. Biegnąc, panikowałam w myślach, że nie zobaczę mety, że zatrzymam się za chwilę jak ludzie, którzy to obok mnie robili i rozbeczę jak dziecko! Miałam w głowie najgorsze scenariusze wydarzeń. Chciało mi się wymiotować, jeść, pić, uciec i wszystko naraz, żołądek zachowywał się przynajmniej dziwnie. Myślałam, że się nie pozbieram.

Jednak…

POKONAŁAM WŁASNE SŁABOŚCI kierując takie refleksje w inną stronę. Całą trasę robiłam w swojej głowie autocoaching i tym podobne! Co takiego sobie myślałam, że się udało?

  • Kiedy widziałam ludzi poddających się -> „Iwa, to jest Twój bieg. Zawsze biegasz sama i nie potrzebujesz ludzi obok Ciebie.”
  • Kiedy ludzie mnie wyprzedzali -> „Iwa, biegniesz swoim tempem, jest ono dla Ciebie optymalne.”
  • „Źle mi się robi, podnosi mi się” -> „A tam źle, biegnij!”
  • „A może by tak kawałek iść…?” -> „Iwa, jak się zatrzymasz – nie ruszysz, potrafisz przebiec przecież taki dystans bez zatrzymywania.”
  • „Ta meta chyba nigdy się nie pojawi…” – „Zobaczysz, zaraz będzie meta jeszcze 10, 9, 8, 7 km itd…”
  • „Chyba przeceniłam swoje możliwości” – „Biegnij, jeszcze dziś będziesz dla siebie mistrzem świata!”
  • „Czuję ociężałość nóg” -> „Masz dobre buty i skarpety kompresyjne, wszystko gra, biegnij!”
  • „Ludzie to sobie chyba myślą, że jestem cienias, gdy biegnę na końcu” -> „Nieważne w jakim tempie ukończysz półmaraton, ważne, że ukończysz!”
  • „”Nie mam siły…” -> „Uśmiechaj się do wszystkich, co Ci machają, uwolnisz więcej endorfin.”
  • „Ojej, pacemakerzy mi uciekli, nawet ich nie widzę” -> „Znasz swoje ciało, słuchaj swojego organizmu, biegnij swoim tempem, potrafisz.”

Przypominałam sobie swoje sukcesy, największe psychiczne wyzwania i motywacje. Wszystko to sprawiło, że założono mi medal na szyję i pogratulowano. Do dziś nie mogę uwierzyć!

Chciałabym ogromnie podziękować moim kibicom! W szczególności G., Agacie, Marcinowi, a także niezastąpionej ekipie z mojej szkoły! Proszę sobie wyobrazić, że na 12 kilometrze przy punktach odżywczych czekali na mnie wraz z nauczycielką wychowania fizycznego p. Asią, uczniowie z mojej szkoły ze swoimi rodzicami! I biegła Pani pedagog ledwo żyjąc, ale dostała na szczęście pokłady energii zarówno od wyżej wymienionych osób, jak i całkowicie nieznanych ludzi!

Pozdrawiam też wszystkich, którzy wspierali mnie wcześniej w rozmowach i doradzali mi. Nauczycielom z mojej szkoły za wszystkie gratulacje i prawdziwe odczucie, że dokonałam czegoś wielkiego. Wszyscy jesteście wspaniali!

Na marginesie, dzisiaj miałam komisję kwalifikacyjną i zostałam nauczycielem kontraktowym.

Następny półmaraton 13.09. w Zielonej Górze, a zatem mam całe wakacje, by biegać, biegać i biegać!

Każdemu życzę tak wielkiej radości i realizacji marzeń, bowiem 4 lata czekałam na nen moment, a w życiu przebiegłam ponad tysiąc kilometrów, by doświadczyć tego, co wczoraj!

Tutaj możecie zobaczyć jak wbiegam na metę,  http://pol.wroclawmaraton.pl/pl/strona/97 (dokładnie 3 h 6 min 17 sek).

Buziaki!

Jak przebiegłam półmaraton

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

4 uwagi do wpisu “Jak przebiegłam półmaraton: jak pokonałam kryzys w bieganiu?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s