Jak przebiec maraton?

Obalmy mity na temat biegania!

Moja historia biegania sięga już 2005 roku. Jak się to rozwijało, pisałam <TUTAJ>. Cudownie jest być maratończykiem, posiadać do końca życia medal to symbolizujący i wiedzieć, że dokonało się największego w swoim dotychczasowym życiu wyczynu! Takie doświadczenie pozwala pokonywać wiele innych trudności w życiu, musicie mi uwierzyć! 🙂 Podczas biegu i na mecie płakałam wielokrotnie ze szczęścia i w rzeczywistości nie da się opisać tego, co się czuje! Wieloletnie marzenie spełniło się, największe wyzwanie pokonane – dokonałam swoistego cudu!

Ludzie, którzy nie biegają, oglądają w telewizji i na zdjęciach radosne twarze osób przekraczających metę i wydawać, by się mogło, że to nic takiego, bo biegać każdy potrafi. Nic mylącego. Maraton ma równe 42 km i 195 metrów. Przebiegłam go w największym upale w historii wrocławskich maratonów – temperatura sięgała ponad 32 stopnie! Całą trasę przebiegłam bez żadnego marszu; z uśmiechem na twarzy i rześkością. Dziś chcę obalić mity i powiedzieć szczerze jak wyglądała moja droga do osiągnięcia tego sukcesu. Wcale nie jest usłana różami. Poniższe uwagi są tylko i wyłącznie moimi spostrzeżeniami i są dostosowane do moich możliwości i umiejętności. Przyjrzyjmy się zatem kilku aspektom…

Jak mi się udało przebiec maraton?

  1. Czas – trenując do maratonu musisz liczyć się z tym, że zabierze Ci to bardzo dużo czasu. W same 2 miesiące spędziłam 130 godzin na aktywności fizycznej, a do maratonu nie trenuje się 2 miesiące, tylko tak naprawdę wiele lat. Oczywiście, warto mieć wymówkę, że się tego czasu nie ma, ale jeśli wyrzucić z chałupy, jak ja, telewizor i ograniczyć facebooka, to wcale nie jest źle 🙂
  2. Organizacja dnia treningi niekiedy przewiduje się na całe przed- lub popołudnie czy wieczór, a nie na jedyne kilkadziesiąt minut biegu. Powiedzmy, że wstaje się rano, by zrobić trening. Przy bieganiu takich dystansów nie ma mowy o tym, by wyjść z domu bez śniadania. A zatem jem wysoko węglowodanowe śniadanie (np. owsiankę), czekam 1-2 h aż się nieco strawi. Ubieram ciuchy do biegania i wszystkie akcesoria. Robię rozgrzewkę (minimum 10 minut). Zaczynam bieg. Zależy ile ma się kilometrów, ale dajmy na to, że biegnie się 1,5 h. Wracam, muszę się napić, (rozrobić izotonik z proszku), porozciągać się (minimum 10 minut), użyć wałka rolującego (jeśli jest taka potrzeba tj. kolejne 10 minut), zjeść coś pożywnego najlepiej do 30 minut po zakończeniu biegania (wtedy ma się okienko glutenowe) i wziąć prysznic. Ile to razem wychodzi?:) W rezultacie po treningu uwalniają się endorfiny i wiesz, że zrobiłeś dobrą robotę. Świetnie zaczęty dzień czy zakończony wieczór to konsekwencja, którą warto ponieść!
  3. Odpowiednia dieta – Jeśli się biega, to nie można pozwalać sobie na śmieciowe jedzenie na co dzień. Moje posiłki są wysokowęglowodanowe, regularne i zawierające dużo wartych wszystkiego wyrzeczeń. Do tego dochodzi odpowiednie nawadnianie organizmu i uzupełnianie elektrolitów. Wbrew pozorom, biegacze potrzebują dużo odżywczego jedzenia, by mieć paliwo i siłę do trenowania. Trzeba tego bardzo pilnować, co nie oznacza, że rezygnuje się na zawsze np. z czekolady. Żaden szanujący się biegacz długodystansowy nie będzie jeść jak kanarek. Około tydzień przed półmaratonem i maratonem ładujesz się węglowodanami, by nie spadł Ci  glikogen w mięśniach podczas zawodów. Smak obrzydliwych buraków bogatych w żelazo, które jadłam 3 tygodnie do tego biegu czuję do dziś. Jednak są tego duże plusy – zdrowo można zjeść naprawdę rewelacyjne potrawy, mniej czasu spędza się na gotowanie, bo przecież im mniejszą drogę do naszego żołądka przejdzie produkt, tym lepiej (ja gotuję na parze w zasadzie bez pilnowania). Ponadto przy zdrowej diecie jest też  o wiele lepsze ogólne samopoczucie, szczuplejsze ciało, a już nie wspomnę o zdrowiu! W imię ukończenia Królewskiego Dystansu zjadłabym i tonę buraków następnym razem 😀
  4. Odpowiednia ilość snu –   nie ma mowy o suto zakrapianych imprezach do rana i bimbaniu na kompie bez celu po nocach. Sen, rzecz święta i tu trzeba się mobilizować do wcześniejszego wyłączania filmu i kładzenia pod kołdrę.
  5. Obciążenie fizyczne – ból rożnych części ciała, zmęczenie mięśniowe, zmęczenie ogólne, opadająca postawa ciała przy końcu biegu; krzyk różnych członków – dość, dość. Takie coś się zdarza i trzeba być na to gotowym. Żeby nikt mnie źle nie zrozumiał – absolutnie nie ma mowy o bieganiu z kontuzjami czy dolegliwościami do wyleczenia. Jednak ból ramion po siłowni na drugi dzień podczas biegania trzeba przeżyć, tak samo jak dające się we znaki mięśnie czworogłowe przy ostatnim z 10 czy z 12 podbiegów. Roztruchtanie po zawodach? O matko! W niektórych sytuacjach trzeba zacisnąć zęby i przeć naprzód. Nie ma maratonu bez bólu na trasie, taka jest prawda, bo to morderczy (jak dla mnie) dystans. Nauczyło mnie to wszystko słuchać swojego ciała, odpuszczać wtedy, kiedy trzeba bez chorej ambicji i wyrzutów sumienia. Dowiedziałam się który rodzaj bólu jest zły, a który mówi Ci: „rzetelnie wczoraj ćwiczyłeś ten mięsień” 🙂
  6. Obciążenie psychicznejest trudniejsze od obciążenia fizycznego. Nie zawsze każdy trening jest miły i przyjemny. Czasem są to łzy, rozpacz i zwątpienie. Małe chochliki w głowie mówią: „nie dasz rady, nie dasz rady” i trzeba z tym umieć pracować na pozytywnym wydźwięku. U mnie podczas 60% treningów toczy się w głowie monolog wewnętrzny. Nie jest łatwo. Nawet, jeśli kocha się bieganie i jest to życiową pasją, zdarzają się dni, kiedy nie chce się ruszyć z domu. Zmęczenie, brak chęci, pogoda, stresy w pracy, problemy prywatne. To wszystko może sprawiać, że się odechciewa nawet i biegania. Jednakże zmobilizowanie się w taki dziadowski dzień i pokonanie wewnętrznego leniucha daje naprawdę mega power! Buduje to charakter, wytrwałość i determinację. Skoro więc nauczyłam się tego podczas biegania, mogę przeciągnąć to na inne dziedziny życia, np. porządki domowe, studia czy pracę zawodową. Jeśli byłam w stanie wytrzymać treningi do maratonu, jestem w stanie znieść wszystko!
  7. Różne rodzaje treningów – żeby przebiec maraton nie wystarczy tylko biegać truchtem i klepać kilometry. Istnieje takie powiedzenie, że „swoje trzeba do maratonu wybiegać”. Największe minimum to dla mnie było około 35 kilometrów na tydzień. Jednak treningi trzeba mieć w różnych tempach, w różnych odcinkach i interwałach. Ponadto trzeba mieć treningi core stability (mięśni głębokich), treningi siłowe, porządne rozgrzewki, rozciąganie i treningi alternatywne – u mnie jest to jazda rowerem. Całe to urozmaicenie powoduje, że ciało jest silniejsze i łatwiej pokonuje długie trasy.
  8. Inwestowanie w bieganie – nie jestem gadżeciarą, która co rusz kupuje nowości sportowe. No ale, dobre buty trzeba mieć i to odpowiednio dobrane – najlepiej dzięki komputerowi i biegającemu doradcy w postaci sprzedawcy. Dobre buty biegowe kosztują minimum (wg mnie) 300 zł, po przebiegnięciu w nich 800 km nadają się do wyrzucenia lub chodzenia, bo już nie pełnią swojej roli. Skarpetki biegowe, żeby nie było odcisków, kompresy na łydki, by nie czuć kamieni, spodnie, koszulka, zegarek biegowy, pas, odpowiedni bidon. A zimą i jesienią zaczyna się kupno kolejnych warstw (skoro ubieramy się na cebulę). Nie trzeba inwestować w buty, można zaś inwestować potem w fizjoterapeutę i ortopedę. Jak ludzie pytają skąd biorę na to kasę, mówię, że oszczędzam, że taki mam priorytet. Nie wydaję ich na pierdoły, na alkohol, imprezy, jedzenie na mieście i zachcianki. Bieganie jest najważniejsze i zawsze szukam okazji, bo wiem, że warto mieć to czy tamto. To zawsze jest mój wybór; wiem, co robię i po co to robię.
  9. Fizjologia – ciało się poci, podczas ciężkich treningów minę ma się wykrzywioną, na trasie może nas spotkać jak u dziecka siku, kupa i co jeszcze! Są zawody, po których się wymiotuje, ponieważ cała krew jest odprowadzana z żołądka do mięśni nóg. Czasem robi się słabo i źle. To się obserwuje i podejmuję każdorazowo decyzję – biegnę dalej czy odpuszczam, co robię dalej? Biegając, zyskuje się ze swoim ciałem lepszy kontakt i „nic, co ludzkie nie jest mi obce”. A żebyście wiedzieli, jak później śmiesznie się rozmawia z innymi biegaczami o tego typu biegowych niespodziankach! Człowiek, który naprawdę biega nie czuje wstydu z powodu tego, co pokazuje nam fizjologia – całkowicie jak małe dzieci i to jest piękne!
  10. Poświęcenie – każdego dnia podejmujesz decyzję.  Rezygnujesz z przesiadywania do poźna na pogaduchach; hambrugerach, browarkach, bo jak to się mówi: „maraton nie wybacza nawet najmniejszych, wcześniejszych błędów” Kiedy kochasz bieganie, mówisz o nim w kółko, a nie wszystkim jest to na rękę. Determinuje to Twój styl życia i wchodzisz w to, albo nie. Wielu bliskich straciłam przez albo dzięki bieganiu, bo nie każdy był w stanie unieść ciężar mojej pasji. Jest to szalenie smutne, ale niestety nie zdarzyło się tylko w moim przypadku. Będąc we wspaniałym związku wybieramy – czy robić coś w imię startu za kilka miesięcy czy poddać się chwili, która ten start może przekreślić. Cieszę się, że decyzje są obustronne i mnie, i moją bratnią duszę łączy pasja biegania!
  11. POKORA kiedyś byłam krnąbrna do bólu. Mój okres buntu trwał 11 lat. To bieganie nauczyło mnie szacunku do życia, świata, swojego ciała i swojej psychiki. Mój chłopak powiedział, że jednym z moich większych zasobów jest to, że mam pokorę do dystansu w postaci 42,195 km. Utkwiło mi to w pamięci i towarzyszyło cały bieg. Wiedziałam z czym to się je, czytałam o tym, słuchałam i stosowałam się do wszystkich rad. Nie zgrywałam kozaka, tylko przygotowałam się na ból, rozpacz i łzy…

A w rezultacie… Dzięki solidnym treningom ułożonym przez Jacka Sobasa i przygotowaniu psychicznemu, które było zasługą głównie mojego chłopaka i mojego doświadczenia, udało mi się przebiec cały maraton z uśmiechem na ustach, bez poddawania się, wątpliwości i kryzysu (ściany). To jest to jedno ważne, najważniejsze wydarzenie, o którym pamięta się całe życie i które jest niepowtarzalne! Dziękuję sobie za ciężką robotę i wszystkim, którzy mnie wsparli w osiągnięciu celu! Jacku, tak mi dałeś popalić na treningach, że maraton okazał się łatwiejszy, niż nie jeden z nich! Grzesiu, dzięki milionom rozmów i brania z Ciebie przykładu stałam się maratończykiem! Jestem najszczęśliwsza na świecie!!!!

Filmik jak wbiegam na metę oraz podziękowania dla innych osób jest dostępny na naszym fanpage: https://www.facebook.com/ParaFitIwaGrzes/

A tutaj mój wpis na wrocławskiej stronie Miasto w Formie

iwona-turzanska-maraton

13 uwag do wpisu “Jak przebiec maraton?

      1. Endorfiny, które czuję po biegu 😉 To uczucie zadowolenia, że zrobiłem coś dobrego dla swojego organizmu 😉
        Oczywiście, jeśli ktoś ma zamiar zacząć biegać na poważnie, powinien najpierw skonsultować się z lekarzem odnośnie wszelkich przeciwwskazań! 😉

        Lubię to

      2. Endorfiny tak specyficzne, że nie znajduję ich w niczym innym! Też to uwielbiam! Wiesz, my sobie robimy całe szeregi badań i absolutnie nie ignorujemy żadnego rodzaju bólu czy dyskomfortu 🙂 A to biegasz tak dla siebie całkowicie czy w zawodach też czasem startujesz?:)

        Lubię to

  1. Pingback: Podsumowanie 2016 roku – Iwona Turzańska

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s