Zadania pedagoga szkolnego w praktyce, cz. III

Pracuję jako pedagog szkolny już 5 rok, w trzeciej szkole podstawowej. Moje wyobrażenia i przekonania na temat tego zawodu zmieniły się i ewoluowały. Na studiach miałam cały semestr o tym, jak wygląda praca na tym stanowisku, jednak nigdy nie poruszaliśmy tematu oczekiwań i rzeczywistości w dzisiejszej Polsce.

Przez wiele lat dałam sobie wmówić, że rola pedagoga jest rolą ściśle kontrolującą i dyscyplinującą. W większości sytuacji stawałam w roli pedagoga-policjanta, co – dziś wiem – nie działało w zasadzie wcale. Każdego dnia biegałam (tak biegałam, nie chodziłam) po całej szkole na tzw. interwencje, bo niektórzy nauczyciele bez przerwy wzywali mnie, gdy uczeń źle się zachował. Myślałam, że przywracając do pionu ucznia przy całej klasie, lub rozmawiając z nim stanowczo na osobności zmieniam świat i uczniów na lepsze. Jednak tak się nie działo.

Zimnym kubłem wody było dla mnie wezwanie mnie na lekcje 4x przez jedną nauczycielkę z powodu jakiejś pierdoły, za przeproszeniem. Lekcja trwa 45 minut. Dotarło do mnie, że niektórych nauczycieli absolutnie odzwyczaiłam od podejmowania samodzielnych działań i pozwoliłam po prostu dać sobie wejść na łeb. Zdarzało się, że przychodziłam do pracy na 6 godzin i było to 6 godzin tylko i wyłącznie czystych interwencji, a nie zajmowania się sprawami naprawdę ważnymi. Kto myśli, że w podstawówkach nie ma poważnych problemów, to się myli, bo jest agresja, samookaleczanie, myśli samobójcze, przemoc domowa, inicjacje seksualne i eksperymentowanie z różnymi rzeczami. Wymieniać mogłabym długo. Może nie we wszystkich szkołach, ale ja już miałam z tym do czynienia.

Trzeba się wiele lat uczyć siebie i szkoły, by załapać jak to powinno wyglądać. Ja dopiero od tego roku szkolnego jestem takim pedagogiem, jakim zawsze chcę być. Uczniowie przychodzą do mnie często z własnej nieprzymuszonej woli i mówią mi o swoich sprawach. Nie krzyczę na nich, nie potępiam. Akceptuję takimi, jakimi są, staram się doradzić i wysłuchać najlepiej jak potrafię, chociaż czasem działają mi na nerwy. Dużo się uśmiecham, prowadzę warsztaty np. integracyjne, o asertywności oraz o zdrowym odżywianiu. Planuję sobie pracę i nie pozwalam wejść sobie na łeb, co bywa bardzo trudne.

W tym roku więcej pracuję ze sprawcami i ofiarami przemocy. Choć niekiedy otwiera się nóż w kieszeni, wiem, że to również moje zadanie. Kocham moją pracę, jestem do niej stworzona. Nie zmienię całego świata, ale już wielu uczniów uratowałam. Z pełną pokorą patrzę w przyszłość, rządna dalszej nauki i lekcji siebie.

Zdjęcie zrobione po otrzymaniu podziękowanie za  udział w I Pomikołajkowej Charytatywnej Sztafecie Pływackiej

Czytaj także:
Zadania pedagoga szkolnego w praktyce, cz. I
Zadania pedagoga szkolnego w praktyce, cz. II

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s