Czy Pani ma swoje własne dzieci?!

Kiedy przyszłam kilka lat temu pracować do najtrudniejszej dzielnicy Wrocławia, dostawałam od innych nauczycieli pytania typu: „czy pani ma 19 lat?” Hmm! „No nie, nie mam, przecież wtedy nie miałabym skończonych studiów” – odpowiadałam. Wyglądałam młodo. Wśród nauczycieli, żeby się wykazać musiałam udowodnić, że jestem dobra, a w tych obszarach, gdzie nie byłam – dobrą i efektywną się stać. Trochę inaczej sprawa wyglądała z rodzicami moich uczniów…

Spora część rodziców, w którymi pracowałam rodziła nawet poniżej 16 roku życia. Tak więc niektóre babcie moich podopiecznych miały po 3o-kilka lat. Dla nich nie liczyło się co umiem, jakie posiadam umiejętności, jak rozmawiam z ich dzieckiem i co uważam. Dla wielu rodziców z nich liczyło się jedno – czy mam dzieci, czy ich nie mam. 

A oto moja mistrzowska cięta riposta z 2014 roku:

  • 30-kilkuletnia babcia mojego ucznia: „Ja mam do pani pytanie! Czy ma pani swoje własne dzieci?!?!?!?!”
  • Ja: „Ja również mam do pani pytanie: czy pracowała pani z tysiącem młodocianych z poprawczaka?”
  • yyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyy
  • Ja: „Nie jest Pani prawnym opiekunem dziecka, proszę opuścić mój gabinet. Do widzenia.”

Czy każdy lekarz musi przejść wszystkie choroby, o jakich mówi? Czy każdy terapeuta musi być zaleczonym narkomanem? Oczywiście, że nie.

Kiedy byłam mała, babcia mówiła mi: najpierw znajdziesz sobie stałą pracę, potem kupisz mieszkanie, a dopiero potem narzeczony, ślub i dzieci. Czasy się zmieniły i sama sobie mieszkania nie kupię, bo mnie nie stać, więc pozwoliłam sobie zamienić punkt drugi i trzeci.  Nie wstydzę się tego, że najpierw chcę mieć ślub, mieszkanie i będę rodzić dzieci po trzydziestce. Tak ułożyło się moje życie. Nie, nie żałuję, że nie mam już odchowanych dzieci, które mogłam sprowadzić na świat z byle kim i mieszkając na wynajmowanym pokoju. 

Czy byłabym lepszym pedagogiem, gdybym w wieku 20 albo 25 urodziła dziecko? Myślę, że nie. Czy miałam zajść w ciążę tylko dlatego, żeby ktoś dał mi spokój? Uważam, że na to przyjdzie odpowiedni czas. Poza tym, nawet jakbym miała dziecko, to byłyby do mnie pretensje – „Pani ma małe dziecko, a ja mam starsze” albo „Pani ma jedno dziecko, a ja mam 7 (choć 12 też się zdarzyło)” itd, etc.

Będę pisać tylko o swoim przypadku teraz: Gdybym miała dziecko, najprawdopodobniej nie zdobyłabym tak ogromnego doświadczenia, umiejętności i fachu, nie skończyła 4 kierunków studiów i około 100 szkoleń, nie przeczytałabym takiego ogromu książek i nie wymieniałabym się doświadczeniami z innymi nauczycielami, bo pewnie nie miałabym czasu. Gdybym miała dziecko najprawdopodobniej nie ukształtowałabym charakteru, jaki mam teraz, miałabym inne doświadczenia, być może nigdy nie przebiegłabym maratonu, co daje mi motywację absolutnie do wszystkiego.

Jakie Wy macie zapatrywanie na tą kwestię? Bo ja nie będę od przyszłych nauczycielek moich dzieci oczekiwać, by same miały swoje potomstwo w momencie przejęcia nam nimi opieki.

(Ja w 2014r.)

9 comments

  1. Również jestem młodym pedagogiem. Mam 27 lat, pracuję w szkole od ponad dwóch lat, wcześniej pracowałam także w Sądzie, obecnie 4 rok pełnię także rolę kuratora społecznego. Presja posiadania dziecka dopadła mnie jakiś czas temu, gdy moje bliskie koleżanki, zaczęły mieć rodziny. Od kilku lat staramy się z partnerem o dziecko, ale Twój zapis dał mi do zrozumienia, że gdyby dziecko także nie skończyłabym 4 studiów, nie jezdziłabym na szkolenia i nie byłabym dobrym fachowcem jakim jestem teraz. Nie patrzyłabym na dzieci z dystansem, byłabym pewnie taką mamuśką z mnóstwem ciepła a moi podopieczni robiliby sobie co chcą. Niekiedy musimy podjąć decyzję o umieszczaniu dzieci w placówkach, a osobiste dziecko i uczucia inne niż te, które teraz posiadam sprawiłyby, że sprawy ciągnęły by się za daleko i mogłoby to doprowadzić do wielu tragedii. Dziękuję za te słowa.

    Polubione przez 1 osoba

    • Dziękuję za Twoje słowa, bo niektóre komentarze to był hejt. Ja nie pisałam przeciwko rodzeniu dzieci, ale jak ich nie masz, to na siłę się nie przyśpieszy dla znajomych. Czy widzisz to tak, że teraz już mając doświadczenie kuratora i dopiero potem jak urodzisz dziecko to będzie Ci łatwiej niż na odwrót, tak?

      Polubienie

  2. Nadal ciężko mi zrozumieć dlaczego fakt posiadania własnych dzieci jest jakimkolwiek wyznacznikiem wiedzy o wychowywaniu, nauczaniu dzieci. Może i jakoś by to pomogło, odkryło tajniki rodzicielstwa, ale.. bez przesady!
    Pozdrawiam. 🙂

    Polubione przez 1 osoba

  3. Zauważyłam, że od jakiegoś czasu toczy się konflikt między kobietami posiadającymi dzieci, a tymi co ich nie mają. Każda wykrzykuje swoje prawa, co ma, a czego nie ma. Ja należę do takich, która ma już dwójkę, ale też doskonale potrafię Ciebie zrozumieć. Ja byłam atakowana i oceniana przez pryzmat posiadania dzieci. Ty jesteś atakowana, że jeszcze ich nie masz. Jak tu być wtedy mądrym? Z Twojej perspektywy, też pedagoga i mojej – uważam, że nie powinno w ogóle być takich sytuacji, kiedy ktoś narzuca nam swoje racje. Swoją drogą masz twardy orzech do zgryzienia z tymi wszystkimi dzieciakami i nadopiekuńczymi rodzicami. Ja mam tylko dwójkę i ledwo z życiem czasem uchodze. Nie czuj presji odnośnie dzieci! Rób swoje. 😉 Powodzenia i pozdrawiam!

    Polubione przez 2 ludzi

    • Dziękuję za te słowa. Masz rację – trudno ludziom dogodzić, bo nie masz dzieci, źle, masz dzieci – ale nie rozumieją, że czasem się nimi też trzeba opiekować i wrócić o czasie do domu. Dokładnie, nikt nam nie będzie mówić, kiedy mamy robić. Bo jak ktoś urodzi dziecko bardzo młodo to też mistrzem pedagogiki nie jest. No to jest inna relacja mama – 2 dzieci i pedagog- cała szkoła i wszystko jest mega ważne!

      Polubione przez 1 osoba

  4. Tak, to jest, że samo „posiadanie” dziecka czyni z matek specjalistki. Nie zauważają, że ich dzieci do nas trafiają właśnie przez popełnione( m.in. przez nie) błędy. Właśnie przez to, że nie mamy dzieci z ojcem NN jesteśmy tu, gdzie nas spotykają, z kilkoma kierunkami studiów zamiast zasiłków z różnych miejsc. Prawdą jest, że patrzymy chłodno i doradzamy, nie pouczamy. Nikt nie jest lekarzem swojego dziecka, ani terapeutą własnej pociechy. Jako przyszłe matki mam więc prawo popełniać błędy. do macierzyństwa nikt nas nie przygotuje natomiast do bycia pedagogami jesteśmy gotowe. Zadając tego typu pytaniach rodzic potrzebuje rozgrzeszenia przed samym sobą. „Nie ma dziecka, więc opowiada bzdury.”

    Polubione przez 1 osoba

    • Literówki mi nie przeszkadzają 🙂 Masz rację, to też ma znaczenie, że trudniej jest przyjąć do wiadomości coś o czym mówi specjalista i łatwo się tak wybielić, że przecież „ona dzieci nie ma”. Ja wiem, że jak będę mieć już dziecko nie będę na prawo i lewo opowiadać rodzicom uczniów przy każdej rozmowie, że je mam, by innym kobietom, które są jeszcze przed macierzyństwem nie było dziwnie. Spotykamy się na płaszczyźnie zawodowej a nie na kawie i opowieściach o pieluchach. Po prostu czasem nie rozumiem czemu to jest tak bardzo podkreślane przez niektóre osoby.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s